Wiem, wiem, chwile mnie nie było, jednak zapewniam Was, że nie działo się ze mną nic złego, gdyż przez kilka dni przebywałam w cudownym otoczeniu naszego, polskiego morza, gdzie wraz z rodziną przez przypadkowy zbieg okoliczności udało się spędzić kilka pięknych dni na małych wakacjach. Przeleciało bardzo szybko, ale muszę powiedzieć, że reset ten był mi bardzo potrzebny. I zdałam sobie sprawę, że z wiekiem pewne kwestie w ogóle się u mnie nie zmieniły jak np. przebywanie w wodzie, gdzie od zawsze wchodząc do morza pełnego fal czułam pewnego rodzaju wolność, odprężenie, możliwość wzięcia głębokiego oddechu, gdzie nie straszna mi niska temperatura wody, nawet, gdy na dworze wichura. Po prostu jestem ja i natura. A w czasie niektórych dni fale uwierzcie mi - dawały się we znaki. Z naładowanymi bateriami próbuje stawić czoła kolejnym wyzwaniom - tym łatwiejszym i trudniejszym.
No dobrze tyle jeśli chodzi o wakacyjne poezje moimi słowami:) Początek września to jednak dla większości z nas początek szkoły. My studenci mamy jeszcze około miesiąc na przygotowanie się do wyzwań w nowym roku akademickim. W ostatnim czasie dużo słyszy się o nowych przepisach, które kolokwialnie mówiąc ,,zamykają drzwi" osobom z niepełnosprawnościami do indywidualnych zajęć szkolnych na terenie szkoły, co muszę przyznać nieco mnie denerwuje. Dlaczego? Po pierwsze jestem przykładem ucznia, który indywidualny tok nauczania miał od szkoły podstawowej, aż po klasę maturalną, gdzie egzamin dojrzałości również pisałam w domu. Fakt, że nie chodziłam do szkoły na zajęcia spowodowany był przede wszystkim częstymi infekcjami wirusowymi przez które po prostu musiałam zostać w domu. Pierwsze kontakty z klasą miałam w gimnazjum, a następnie w liceum. Koleżanki odwiedzały mnie, czasem zdarzały się wspólne wycieczki do opery, czy Wrocławia. Nie powiem, było wiele sympatycznych momentów, ale to nie jest to co dzienne uczestnictwo w życiu szkolnym na zajęciach. Wakacje w gronie koleżanek, czy uczestnictwo w licznych festiwalach dla osób z niepełnosprawnościami powodowały, że jako dziecko, a później nastolatka nie miałam problemu z nawiązywaniem relacji społecznych. Niemniej jednak to właśnie pójście na studia były dla mnie pewnego rodzaju przełomem. Przed pierwszymi zajęciami bałam się nie tyle, że nie poradzę sobie z o wiele wyższym poziomem edukacji, ale tym, że na przerwach każdy będzie miał się do kogo odezwać prócz mnie. Na zajęciach cały dzień była ze mną siostra. Po krótkim czasie miałam wokół siebie ludzi, którzy mało, że traktowali mnie ,,normalnie" to jeszcze dla wielu z nich nie było żadnym problemem np. pomoc przy przeniesieniu laptopa z sali do sali, gdy np. siostra musiała załatwić ważną sprawę w międzyczasie na mieście. Pojawiły się wspólne rozmowy, żarty, przeżycia, wspomnienia, współpraca, inspiracje, a czasem drobne spięcia w trakcie których trzeba było dojść do kompromisu. Studia zatem okazały się dla mnie nie tylko zwiększeniem kompetencji potrzebnych w zawodzie, ale i niesamowitym rozwojem społecznym, szkołą życia, która pokazała mi, że osoba z niepełnosprawnością może naprawdę odnaleźć się w środowisku, a środowisko to jest bardzo ważnym czynnikiem rozwoju i komfortu życia.
Mamy XXI wiek, więc jeśli budujemy podjazdy to chyba nie po to, by z nich nie korzystać prawda? Osobiście gdybym mogła cofnąć czas, a infekcje wirusowe nie dokuczały mi tak bardzo to myślę, że zarówno ja, jak i moja rodzina chcielibyśmy mieć wybór, bym mogła chodzić na choć wybrane zajęcia do szkoły i przebywania w grupie rówieśników. A moje słowa bynajmniej nie mają być roszczeniem, a jedynie przypomnieniem, że mamy prawo do normalności - w każdej kwestii, a dosłowne i przenośne podanie ręki niech będzie w tym wypadku przywilejem, a nie przymusem.

Komentarze
Prześlij komentarz