Wielkimi krokami zbliża się 27 Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jest to wyjątkowy dzień, który od 17-stu lat przypomina mi jak ważną częścią mojego życia jest wolontariat. To właśnie Orkiestra była dla mnie wzorem, a zrazem początkiem myśli pod tytułem ,,chcę działać". Ale od początku... jak to się u mnie zaczęło...
Pierwszy Finał WOŚP miał miejsce w 1993 roku, miałam zatem 3 latka. Krótko mówiąc - nie pamiętam życia w którym Orkiestra by nie grała. Jako dziecko w wyniku problemów zdrowotnych musiałam być niejednokrotnie hospitalizowana, i jak później dowiedziałam szpitale w których przebywałam były wyposażone właśnie w pierwsze sprzęty zakupione przez Orkiestrę. Dalej było już śledzenie transmisji w telewizji. Pamiętam jak jako mała dziewczynka sama tworzyłam swoje plastikowe ,,skarbonki", a następnie chodziłam po domu, zbierając wśród członków rodziny datki, które potem dumnie przesypywałam do skarbonek wolontariuszy. Jednak stale powtarzałam - ,,mamo, jak ja bym chciała kiedyś tak chodzić jak Ci wszyscy wolontariusze". Mama przytakiwała z uśmiechem, choć zdawała sobie sprawę z jak dużym wysiłkiem fizycznym wiąże się bycie wolontariuszem WOŚP.
Aż wreszcie przyszedł 10-ty, Jubileuszowy Finał. Był rok 2002. Warto podkreślić, że jeszcze wtedy obowiązywały nieco inne kryteria względem wieku kandydatów na wolontariuszy. Jednym z głównych organizatorów Orkiestry w moim mieście był kolega mojej siostry. Znając moje marzenie wyraził zgodę bym była wolontariuszką, jednak pod warunkiem podpisania zgody przez moją mamę, oraz jej zapewnienie, że będzie mnie bacznie pilnować w trakcie zbiórki. Miałam niecałe 12 lat, ale widok ustawiających się do mnie ludzi przyprawiał mnie o gęsią skórkę. Ja, która chcąc nie chcąc, zaczynałam być dorastającą nastolatką, pierwszy raz poczułam, że mogę naprawdę dać coś od siebie. Szczerze powiem, że na wspomnienie pierwszego Finału robi mi się ciepło na sercu, gdzie do dziś widzę jednego z moich pierwszych darczyńców, nieżyjącego już dziś naszego sąsiada, który z uśmiechem wita mnie słowami ,,witamy naszą panią wolontariuszkę".
I tak mijały kolejne lata. Gdybym miała opowiedzieć wszystkie piękne historie związane z poszczególnymi Finałami, to prawdopodobnie musiałabym napisać książkę. Mam jednak kilka perełek. Ja np. te, gdy rodzic mówi, że zawsze będzie wrzucać swoje datki do puszki, gdyż Orkiestra uratowała jego dziecko. Kilka Finałów temu miałam sytuacje, gdy z pozoru przeciętnie wyglądająca rodzina podeszła do mnie i łącznie z dziećmi wrzucili do puszki ponad tysiąc złotych. Powód? Orkiestra uratowała już kilkoro członków ich rodziny. W takich momentach człowiek czuje dumę móc spotykać takich ludzi.
W trakcie trwania Orkiestry spotkało mnie też kilka zaszczytów jak np. Medal od samego Pana Jurka Owsiaka, który został mi wręczony na scenie w moim mieście w trakcie jednego z Finałów. W grudniu 2013 roku, dzięki inicjatywie przyjaciółki z którą dzielnie każdego roku liczę swoją puszkę, miałam zaszczyt i przyjemność poznać samego dyrygenta Orkiestry, Pana Jurka Owsiaka, jednocześnie odwiedzając samą siedzibę Fundacji w Warszawie. Choć sama rozmowa trwała raptem pół godziny, to i tak dało się wyczuć między nami doskonały kontakt.
W przypadku mojej Orkiestry, jak i wielu innych inicjatyw nie mogłabym jej stworzyć w pojedynkę. Mam za sobą zaufany team bliskich osób. Przede wszystkim jest to moja siostra, która dzielnie każdego roku podwozi mnie pod każde miejsce, pomagając mi w zbiórce. Przez wiele lat w trakcie zbiórki wspierała mnie także przyjaciółka z Poznania - dziś nadal myślami i serduchem, wraz ze swoją rodziną i małym synkiem.
Czekam więc na niedziele (13 stycznia 2019 r.). Celowo nie zamierzam poruszać kwestii odmiennych zdań dotyczących Orkiestry. Po prostu dla mnie jest to niepotrzebne. Dla mnie WOŚP to piękna historia mojego życia, jeden filarów mojego pokolenia. Jeśli ktoś ma odmienne zdanie, ma prawo. Jednak proszę - bądźmy odmienni, ale żyjmy w zgodzie. Bo przecież nigdy nie wiadomo kiedy, i kto komu będzie musiał podać rękę.
Tym razem pozwolę sobie skończyć tak, jak robi to sprawca całego zamieszania - Siema!

Komentarze
Prześlij komentarz