Lato w pełni. Pogoda jak na razie nas rozpieszcza, choć przyznaje, że po tych afrykańskich upałach ciesze się na odrobinę więcej świeżego powietrza. Choć życie w zasadzie toczy się u mnie z dnia na dzień, to w gruncie rzeczy w ostatnim czasie dość sporo się dzieje. Przede wszystkim od miesiąca odbywam staż w tutejszej Bibliotece Pedagogicznej, gdzie trafiłam z ramienia Fundacji Aktywnej Rehabilitacji (o moich przemyśleniach na temat jej działalności na pewno napiszę w osobnym poście). Sama praca jest bardzo spokojna, choć wbrew pozorom naprawdę wiele się uczę. Mam jednak wrażenie, że wchodzę tam prawie jak do drugiego domu, niż miejsca pracy. A dlaczego? O tym napiszę za chwilkę.
Ponadto w minionym tygodniu miałam ponowną przyjemność uczestniczyć w Prezentacjach wokalnych dla osób z niepełnosprawnościami w Lubsku. Sama prawidłowa nazwa tego wydarzenia, to Lubuskie Prezentacje Dzieci i Młodzieży Specjalnej Troski - z całą miłością do tego Festiwalu, ale najmocniej przepraszam - nie przepadam za tym określeniem...Jednak nie nazwa się liczy, a cel! A tu pracujemy prężnie. Osobiście szczególnie w tym roku byłam tak zapracowana, że czasami zapominałam, że mam rodzinę do której wypadałoby przecież zadzwonić. Miałam bowiem nie tylko możliwość pośpiewać i pobujać się na scenie w swoim stylu, ale i dostąpiłam ogromnego zaszczytu współprowadzenia koncertu galowego. Sama propozycja konferansjerki pojawiła się dość niespodziewanie. Stres był, bo choć miałam już niegdyś możliwość współprowadzić koncert galowy Prezentacji dla osób z niepełnosprawnościami w Jarocinie, to mając 13 lat jak wiadomo ma się zupełnie inaczej poukładane w głowie... Kilka dni minęły jak jedna chwila. Czas wspólnych rozmów, śpiewów, dobiegł końca, a ja wróciłam z głową naładowaną akumulatorami z nadzieją, że za rok będę mogła znów tam powrócić - a swoją drogą, czy wiecie, że to już był 27 Festiwal? To dopiero klasa i tradycja!
Zarówno staż w bibliotece, jak i Prezentacje w Lubsku łączą u mnie podobne przemyślenia. Od dłuższego czasu jak wiecie szukam swojej życiowej drogi w różnych kwestiach. I w zasadzie wciąż czekam na stabilizacje. Pytanie - czy w pełnym tego słowa znaczeniu jest ona faktycznie dobra? Oczywiście chcę znaleźć pracę, która zapewni mi stały byt. Z drugiej strony od pewnego czasu buduje w sobie świadomość, że wszystko czego podejmuje się po drodze nie jest bez znaczenia, że nawet jeśli jest to tymczasowy port, to i tak nawet trzymiesięcznym stażem dokładam cegiełkę do swojego kapitału na przyszłość. Podobnie jest w kwestii pasji artystycznych, gdzie po pierwsze prześladuje mnie myśl pt, ,,jesteś za stara, by rozwijać się w tych obszarach, a z drugiej strony myślałam, że doskonale znam swoje pokłady. Tymczasem w minionym okazało się, że mój margines sięga dalej, niż jeszcze dwa tygodnie temu to sobie wyobrażałam... Zatem stabilizacja jest super, ale poszukiwanie też nie jest złe, bo szukając zawsze robimy kroki do przodu, a nie stoimy w miejscu! Nie ukrywam, że chętnie przeczytam i Wasze historie właśnie na temat poszukiwania życiowej drogi, z pewnością macie sporo do powiedzenia:)
Kochani, ale cała potęga tego wszystkiego tkwi w ludziach, którymi się otaczamy. Jeżeli w pracy będziemy mieć dobrą atmosferę, to będziemy tam wchodzić jak do domu. Jeżeli w chwili zwątpienia w swoje możliwości ktoś zamiast ciągnąć Cię w dół powie ,,zrób to", ,,dasz radę", to wiec, że Twoje skrzydła wyrosną same. Dlatego wiem, że się powtarzam, ale zachęcam Was - eliminujcie tych, którzy eliminują Was. Ja też zawsze lubiłam ludzi, i nadal ich lubię. Uczę się jednak szacunku nie tylko do nich, ale i do samej siebie.
I jeszcze na koniec taka miła ciekawostka! Zaczęłam pisać bajki! Na ten moment nie mogę jednak rozpowszechniać treści, ale jest to dla mnie ogromne doświadczenie pisarskie. Chyba faktycznie małymi krokami zbliżam się do napisania książki o którą wszyscy mnie proszą. Kiedy to będzie - nie mam pojęcia, bowiem jak donoszą ostanie miesiące - życie jest po prostu nieprzewidywalne.
Ponadto w minionym tygodniu miałam ponowną przyjemność uczestniczyć w Prezentacjach wokalnych dla osób z niepełnosprawnościami w Lubsku. Sama prawidłowa nazwa tego wydarzenia, to Lubuskie Prezentacje Dzieci i Młodzieży Specjalnej Troski - z całą miłością do tego Festiwalu, ale najmocniej przepraszam - nie przepadam za tym określeniem...Jednak nie nazwa się liczy, a cel! A tu pracujemy prężnie. Osobiście szczególnie w tym roku byłam tak zapracowana, że czasami zapominałam, że mam rodzinę do której wypadałoby przecież zadzwonić. Miałam bowiem nie tylko możliwość pośpiewać i pobujać się na scenie w swoim stylu, ale i dostąpiłam ogromnego zaszczytu współprowadzenia koncertu galowego. Sama propozycja konferansjerki pojawiła się dość niespodziewanie. Stres był, bo choć miałam już niegdyś możliwość współprowadzić koncert galowy Prezentacji dla osób z niepełnosprawnościami w Jarocinie, to mając 13 lat jak wiadomo ma się zupełnie inaczej poukładane w głowie... Kilka dni minęły jak jedna chwila. Czas wspólnych rozmów, śpiewów, dobiegł końca, a ja wróciłam z głową naładowaną akumulatorami z nadzieją, że za rok będę mogła znów tam powrócić - a swoją drogą, czy wiecie, że to już był 27 Festiwal? To dopiero klasa i tradycja!
Zarówno staż w bibliotece, jak i Prezentacje w Lubsku łączą u mnie podobne przemyślenia. Od dłuższego czasu jak wiecie szukam swojej życiowej drogi w różnych kwestiach. I w zasadzie wciąż czekam na stabilizacje. Pytanie - czy w pełnym tego słowa znaczeniu jest ona faktycznie dobra? Oczywiście chcę znaleźć pracę, która zapewni mi stały byt. Z drugiej strony od pewnego czasu buduje w sobie świadomość, że wszystko czego podejmuje się po drodze nie jest bez znaczenia, że nawet jeśli jest to tymczasowy port, to i tak nawet trzymiesięcznym stażem dokładam cegiełkę do swojego kapitału na przyszłość. Podobnie jest w kwestii pasji artystycznych, gdzie po pierwsze prześladuje mnie myśl pt, ,,jesteś za stara, by rozwijać się w tych obszarach, a z drugiej strony myślałam, że doskonale znam swoje pokłady. Tymczasem w minionym okazało się, że mój margines sięga dalej, niż jeszcze dwa tygodnie temu to sobie wyobrażałam... Zatem stabilizacja jest super, ale poszukiwanie też nie jest złe, bo szukając zawsze robimy kroki do przodu, a nie stoimy w miejscu! Nie ukrywam, że chętnie przeczytam i Wasze historie właśnie na temat poszukiwania życiowej drogi, z pewnością macie sporo do powiedzenia:)
Kochani, ale cała potęga tego wszystkiego tkwi w ludziach, którymi się otaczamy. Jeżeli w pracy będziemy mieć dobrą atmosferę, to będziemy tam wchodzić jak do domu. Jeżeli w chwili zwątpienia w swoje możliwości ktoś zamiast ciągnąć Cię w dół powie ,,zrób to", ,,dasz radę", to wiec, że Twoje skrzydła wyrosną same. Dlatego wiem, że się powtarzam, ale zachęcam Was - eliminujcie tych, którzy eliminują Was. Ja też zawsze lubiłam ludzi, i nadal ich lubię. Uczę się jednak szacunku nie tylko do nich, ale i do samej siebie.
I jeszcze na koniec taka miła ciekawostka! Zaczęłam pisać bajki! Na ten moment nie mogę jednak rozpowszechniać treści, ale jest to dla mnie ogromne doświadczenie pisarskie. Chyba faktycznie małymi krokami zbliżam się do napisania książki o którą wszyscy mnie proszą. Kiedy to będzie - nie mam pojęcia, bowiem jak donoszą ostanie miesiące - życie jest po prostu nieprzewidywalne.

Kochana jesteś wielka !!!!
OdpowiedzUsuńBuziaki i z niecierpliwością czekam na książkę!!! ❤❤
Bardzo przyjemnie się czyta, masz naprawdę talent do pisania. Masz rację, w pracy liczy się atmosfera. Jeżeli jest dobra, to od razu lepiej się działa.
OdpowiedzUsuńFestiwalowa rodzina, Lubsko, to miejsce, do którego chce się wracać. Z nazwą festiwalu też się nie do końca zgadzam, ale jest ono takie "zabytkowe", to jest w nim piękne!