Przejdź do głównej zawartości

Święta, święta, a przy świętach...

Kochani, nie będę się tłumaczyć stosunkowo długim okresem ,,bez posta". Mogę powiedzieć tylko tyle, że jestem takim typem człowieka, który jak już się za coś bierze, to porządnie. Zatem zasiadając do każdego tekstu chcę, by był on o czymś. Prawda jest również taka, że moje milczenie w ostatnim czasie było skutkiem drobnych problemów zdrowotnych, które mam nadzieje - już niebawem odejdą w niepamięć. W poniższym poście prócz treści nacieszę Wasze oko fotografiami Zosi Kociok - genialnej córki mojej kuzynki, która jest też autorką strefy graficznej mojego bloga:). Zbliża się bowiem magiczny czas Świąt Bożego Narodzenia. Wspominałam już jak kocham ten okres w minionym roku - powtarzać się więc nie zamierzam. Święta Bożego Narodzenia to miłość, życzliwość, bajkowa sceneria, zapachy unoszące się w powietrzu, i te detale tworzące niepowtarzalny klimat... 
Zosiu, kłaniam Ci się do stóp! Ja tak nie potrafię, dlatego tym bardziej jestem wdzięczna, że mogę ozdobić swój post takimi kadrami. 

A co u mnie? Zawodowo - w zasadzie nic nowego, nadal poszukując swojej faktycznej drogi życiowej, staram się budować treści, które mogą w jakikolwiek sposób się komuś przydać. Najbliższy czas będzie przełomowy pod względem studiów - czas pracy licencjackiej! Plan pracy już jest, teraz tylko pozyskanie odpowiedniej literatury i do roboty! Na chwilę obecną semestr piąty jest już praktycznie na finiszu. Można w spokoju zacząć ubierać choinki, stroić okna... 
Pomiędzy sesją, realizacją różnych treści spora cześć mnie była oczywiście pochłonięta kolejną edycją Szlachetnej Paczki. W tym roku wraz z koleżanką postanowiłyśmy zorganizować małą pogadankę z dzieciaczkami ze Szkoły Podstawowej w naszym mieście, tym samym zachęcając ich do zbiórki żywności i środków czystości. To jak dzieci się spisały przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Powiedzieć o ich zaangażowaniu jako o pełnej mobilizacji, to tak jakby nie powiedzieć nic. Jeżeli dzisiejsza młodzież tak będzie podchodzić do tego typu spraw, to o przyszłość wolontariatu możemy być spokojni. 


Za nami także kolejny Weekend Cudów. Było jak zwykle wiele pięknych emocji i wzruszeń (nie tylko u dwóch rodzin z którymi byłam związana bezpośrednio), ale i refleksji. Okazuje, że mimo istnienia różnego typu dofinansowań w Polsce nadal mamy ogromny procent ludzi żyjących w ubóstwie, dosłownie! Niestety zjawisko to widoczne jest przede wszystkim w przypadku seniorów. Dlatego w tym roku robiliśmy wszystko, by możliwie dotrzeć do nich w jak największym stopniu. Powiem szczerze, że dla mnie Szlachetna Paczka stała się bodźcem, dzięki któremu jestem wdzięczna za ciepły posiłek, wodę w kranie, czy możliwość skorzystania z łazienki... Gdybym miała wymienić choć wybrane historie rodzin musiałabym napisać osobny esej, dlatego tym bardziej zachęcam do odwiedzania strony www.szlachetnapaczka.pl, gdzie znajdziecie poruszające historie ludzi, którzy dzięki miłości i determinacji chcą wyjść z prawdziwego dołka. 

Wraz z pozostałymi Super W podczas tegorocznego Weekendu Cudów jednogłośnie stwierdziliśmy, że jest to moment w którym atmosfera Świąt Bożego Narodzenia wprost zaczyna unosić się w powietrzu. Dlatego ja na przekór zdrowotnym zawirowaniom nie daje się i czekam na ten czas! Jak to ja mam jednak małą refleksję. Święta Bożego Narodzenia prócz wyżej wspomnianej atmosfery stają się prawdziwym pięknem, gdy możemy dać coś od siebie drugiemu człowiekowi, wtedy stajemy się naprawdę bogaci. Dla mnie jako dla osoby, która z pomocy korzysta, często, bo musi (wiem, brzydko powiedziane, ale innego określenia nie znalazłam), świadomość, że mogłam wywołać uśmiech drugiego człowieka w potrzebie jest wręcz bezcenne. W tym wypadku barwy Świąt, oraz niepowtarzalne dźwięki naszych cudownych kolęd mogą tylko upiększyć te chwilę. 

Jak zwykle się rozpisałam:) Zatem drodzy czytelnicy! Niech to będzie piękny czas - śpiewajcie, odłóżcie smartfony, wspominajcie, kochajcie, po prostu bądźcie ze sobą! 










Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Obrona, obrona i... po obronie!

Ci co mnie tu znają wiedzą, że jak się nie odzywam to oznacza, że jestem zajęta, a przy tym jak już do Was piszę, to chce, aby było to ,,o czymś".  I tak też się dzieje i tym razem. Kochani - obroniłam licencjat! Radość moja nie ma granic, po raz kolejny otrzymuje dowód soczystych owoców wytężonej pracy. Przy tej okazji chciałabym się zatrzymać na pewnej ważnej kwestii.  Tematem mojej pracy była ,,Aktywizacja zawodowo - społeczna osób z dysfunkcją narządu ruchu". Wielokrotnie zwierzałam się Wam co do poszukiwania siebie przede wszystkim w sferze zawodowej, jak i w życiu. Przyznaje również, że początkowo wybierając się na ten kierunek (Pedagogika), jak i specjalność (Doradztwo Zawodowe i Edukacyjne) nie byłam wcale przekonana, czy to jest ,,to", stwierdziłam jednak, że warto potraktować te trzy lata jako rozpoznanie tematu. Dzisiejsze kierunki humanistyczne mają fantastyczną cechę - człowiek kończąc je nie musi zamykać się w określonych ramach narzuconych w tzw. ,,...

Kiedy kończy się czas na rozwój?

Lato w pełni. Pogoda jak na razie nas rozpieszcza, choć przyznaje, że po tych afrykańskich upałach ciesze się na odrobinę więcej świeżego powietrza. Choć życie w zasadzie toczy się u mnie z dnia na dzień, to w gruncie rzeczy w ostatnim czasie dość sporo się dzieje. Przede wszystkim od miesiąca odbywam staż w tutejszej Bibliotece Pedagogicznej, gdzie trafiłam z ramienia Fundacji Aktywnej Rehabilitacji (o moich przemyśleniach na temat jej działalności na pewno napiszę w osobnym poście). Sama praca jest bardzo spokojna, choć wbrew pozorom naprawdę wiele się uczę. Mam jednak wrażenie, że wchodzę tam prawie jak do drugiego domu, niż miejsca pracy. A dlaczego? O tym napiszę za chwilkę. Ponadto w minionym tygodniu miałam ponowną przyjemność uczestniczyć w Prezentacjach wokalnych dla osób z niepełnosprawnościami w Lubsku. Sama prawidłowa nazwa tego wydarzenia, to Lubuskie Prezentacje Dzieci i Młodzieży Specjalnej Troski - z całą miłością do tego Festiwalu, ale najmocniej przepraszam - nie pr...

Prawdziwa miłość istnieje!

Obiecałam, więc dotrzymuje słowa. Postanowiłam podzielić się z Wami moimi refleksjami na temat książki ,,Miłość bez granic" autorstwa wspomnianego przeze mnie w ostatnim poście Nicka Vujicicia i jego żony Kanae. Po pierwsze, zaznaczam, że nie będzie to typowa fachowa recenzja, a jedynie krótka opowieść o moich odczuciach i przemyśleniach na temat tej cudnej powieści. I tu przyznaje się bez bicia, że choć uwielbiam obyczajowe historie, wypełnione miłością i życiowymi mądrościami, to często brakuje mi jakoś czasu, by choć rocznie czytać większą ilość dobrych tytułów. W ostatnim czasie bowiem moje czytelnictwo, to przede wszystkim literatura naukowa związana z realizacją prac zaliczeniowych. W związku z tym i w tej kwestii chcę się poprawić, gdyż uważam, że tak, jak dobry muzyk powinien dużo słuchać. tak pasjonaci pisania powinni dużo czytać - bynajmniej nie po to, by kopiować autorów, ale inspirować się tym, co w danym dziele jest najlepsze!  Nick Vujcic urodził się bez rąk...