Przejdź do głównej zawartości

Zaczyna się dziać (mam nadzieje!)

Po pierwsze - witam w Nowym Roku! Mam nadzieje, że będzie on dla Was dobry i przełomowy. Wiem, że jego pierwszy miesiąc zbliża się ku końcowi, jednak w tym wypadku życzenia choć lekko spóźnione, są całkowicie szczere:)

Jak zwykle brak odzewu muszę usprawiedliwić przede wszystkim pracą, a troszkę u mnie jej było i jest, i to na różnych płaszczyznach. 12 stycznia kolejny raz wyruszyłam z puszką w trakcie 28 Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Kolejny raz, czyli który? Kochani... 18 - sty! Tak, tak, kobiety o wiek się nie pyta, ale w tym wypadku ten licznik jest dla mnie powodem do dumy. Środa Wielkopolska zebrała w tym roku 94, 445, 13 zł - tym samym zdecydowanie pobijając rekord z zeszłego roku! Do mojej puszki w tym wszystkim trafiło aż 2.572.74 zł. Sam rekord biorąc pod uwagę wszystkie sztaby również zapowiada się, że będzie pobity. A mi nie pozostaje nic innego jak powtórzyć, że jestem dumna, że jestem ,dzieckiem z pokolenia WOŚP". Dodam tylko, że w tym roku graliśmy dla zapewnienia najwyższych standardów diagnostycznych i leczniczych w dziecięcej medycynie zabiegowej. Jestem bardzo ciekawa jak przebiegały Finały w Waszych miastach - zachęcam do podzielenia się Waszymi wrażeniami w komentarzu!




Oprócz tego zaczęłam pisać licencjat! Jedyne co wiem na tym etapie, to przede wszystkim to, że czeka mnie sporo pracy:) Jednak już na tym etapie w mojej głowie pojawiło się kilka refleksji. Jak wiadomo - każdą pracę trzeba rozpocząć od teorii. W tym wypadku musiałam prześledzić znaczenie niepełnosprawności na przestrzeni wieków. Powiem tak... nawet teraz bywa ciężko, czasem bardzo, zwłaszcza jeśli chodzi o wciąż obecne stereotypy. Jednak powiedzieć, że w dawnych czasach osoby z niepełnosprawnością były dyskryminowane, to jakby nie powiedzieć nic. Zdecydowanie zachęcam przy okazji do zagłębienia się w te wszystkie historie, by jeszcze bardziej zrozumieć skalę tej dziedziny naszego życia.

Poza tym w ostatnim czasie staram się rozmawiać z samą sobą, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie ,,jak chciałabym, żeby wyglądało moje życie" uzyskuje coraz jaśniejsze odpowiedzi, i to nie tylko w aspektach zawodowych.

Mam nadzieje, że najbliższy czas będzie dla mnie etapem rozwoju na kilku płaszczyznach, co przyznaje budzi we mnie ekscytacje. A jeśli nie? To co? Porażka? Nie! Bo jak mówi pewna myśl przeczytana w jednej z książek autorki Jojo Moyes - ,,Nigdy nie jest za późno, by wymyślić się na nowo" Trzymajcie za mnie kciuki!

Komentarze

  1. Piękne, mądre przemyślenia. Cieszę się, że tak się udzielasz, że działasz społecznie. Jesteś wielka, Kobito! Życzę powodzenia w pisaniu pracy licencjackiej. A niepełnosprawność na przestrzeni dziejów... Oj tak, izolacja, zabijanie, gnębienie takich osób... To byłyby postawy społeczeństwa ówczesnego wobec nas. :-) Dalibyśmy radę mimo to! ;-) :-P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Obrona, obrona i... po obronie!

Ci co mnie tu znają wiedzą, że jak się nie odzywam to oznacza, że jestem zajęta, a przy tym jak już do Was piszę, to chce, aby było to ,,o czymś".  I tak też się dzieje i tym razem. Kochani - obroniłam licencjat! Radość moja nie ma granic, po raz kolejny otrzymuje dowód soczystych owoców wytężonej pracy. Przy tej okazji chciałabym się zatrzymać na pewnej ważnej kwestii.  Tematem mojej pracy była ,,Aktywizacja zawodowo - społeczna osób z dysfunkcją narządu ruchu". Wielokrotnie zwierzałam się Wam co do poszukiwania siebie przede wszystkim w sferze zawodowej, jak i w życiu. Przyznaje również, że początkowo wybierając się na ten kierunek (Pedagogika), jak i specjalność (Doradztwo Zawodowe i Edukacyjne) nie byłam wcale przekonana, czy to jest ,,to", stwierdziłam jednak, że warto potraktować te trzy lata jako rozpoznanie tematu. Dzisiejsze kierunki humanistyczne mają fantastyczną cechę - człowiek kończąc je nie musi zamykać się w określonych ramach narzuconych w tzw. ,,...

Kiedy kończy się czas na rozwój?

Lato w pełni. Pogoda jak na razie nas rozpieszcza, choć przyznaje, że po tych afrykańskich upałach ciesze się na odrobinę więcej świeżego powietrza. Choć życie w zasadzie toczy się u mnie z dnia na dzień, to w gruncie rzeczy w ostatnim czasie dość sporo się dzieje. Przede wszystkim od miesiąca odbywam staż w tutejszej Bibliotece Pedagogicznej, gdzie trafiłam z ramienia Fundacji Aktywnej Rehabilitacji (o moich przemyśleniach na temat jej działalności na pewno napiszę w osobnym poście). Sama praca jest bardzo spokojna, choć wbrew pozorom naprawdę wiele się uczę. Mam jednak wrażenie, że wchodzę tam prawie jak do drugiego domu, niż miejsca pracy. A dlaczego? O tym napiszę za chwilkę. Ponadto w minionym tygodniu miałam ponowną przyjemność uczestniczyć w Prezentacjach wokalnych dla osób z niepełnosprawnościami w Lubsku. Sama prawidłowa nazwa tego wydarzenia, to Lubuskie Prezentacje Dzieci i Młodzieży Specjalnej Troski - z całą miłością do tego Festiwalu, ale najmocniej przepraszam - nie pr...

Prawdziwa miłość istnieje!

Obiecałam, więc dotrzymuje słowa. Postanowiłam podzielić się z Wami moimi refleksjami na temat książki ,,Miłość bez granic" autorstwa wspomnianego przeze mnie w ostatnim poście Nicka Vujicicia i jego żony Kanae. Po pierwsze, zaznaczam, że nie będzie to typowa fachowa recenzja, a jedynie krótka opowieść o moich odczuciach i przemyśleniach na temat tej cudnej powieści. I tu przyznaje się bez bicia, że choć uwielbiam obyczajowe historie, wypełnione miłością i życiowymi mądrościami, to często brakuje mi jakoś czasu, by choć rocznie czytać większą ilość dobrych tytułów. W ostatnim czasie bowiem moje czytelnictwo, to przede wszystkim literatura naukowa związana z realizacją prac zaliczeniowych. W związku z tym i w tej kwestii chcę się poprawić, gdyż uważam, że tak, jak dobry muzyk powinien dużo słuchać. tak pasjonaci pisania powinni dużo czytać - bynajmniej nie po to, by kopiować autorów, ale inspirować się tym, co w danym dziele jest najlepsze!  Nick Vujcic urodził się bez rąk...